tak jest! opuszczam UB… oczarowany Mongolia i jej mieszkancami, calym dobrem i zlem inwentarza… napisze wiecej z pociagu nr 24 relacji UB – PEK, w koncu, nastepnu skok w czasie i przestrzeni lub tylko w przestrzeni, chyba sie juz uzaleznilem… moje ulubione skoki to te 24 godzinne, wsiadam, rozpedzam sie, znajduje sobie jakis nowych latajacych holendrow" lub oni mnie, pedze, ide spac, budze sie i juz jestem gdzies indziej, hamuje, wysiadam… i po skoku… w miedzy czasie pobudka na granicy deklaracje, papiery, pytaniania o waluty i materialy roszczepialne… tym razem nic nie przemycam, wczoraj zrobilem pranie :)
Tym razem zostawiam moich holendrow i naszych wspolnych niemcow. Pewnie w pociagu znajde jakis nowych… w koncu :) Oni zmienili mnie na Polke z Canady… niezle… ale luz jestesmy umowieni na kaczke w Pekinie… Ich skok jest za jakis tydzien.
Koncze, wiecej zaleglego info z trasy…
ps wrzucilem zdjecia, duuzo ich, dziwnie sie czasem sortuja…
tak, wiecej mad maxa z tatra, uazem i kamazem w roli glownej, easy riderow na kitajskich rumakach, piachu, kamieni i przeciagow… plus wydanie specjalne slupy i rowerzysci z mongolskiego "getta" tuz po zachodzie slonca…