Archived entries for
Warszawa odchodzi
Warszawa się zmienia. To widać nieuzbrojonym okiem. Właściwie, to chyba chciałem napisać, że umiera. Ale jak to umiera skoro tyle nowych ulic i budynków i niedługo będę mieć dylemat, którą linią metra mam dziś jechać? Nie mówiąc o 4 kierunkach. SKMki nie wyglądają już jak moje składy piko skitrane gdzieś w piwnicy na ursynowe za przetworami i klockami lego z pewexu lub jakiejś prawdziwej zagramanicy z lat 80. Kolejki oglądałem zawsze w sklepie na rondzie Waszyngtona, jak byłem u babci i dziadka (z dziadkiem Stefanem układałem tory i to chyba on przyniosł mi kiedyś pierwszą lokomotywę) lub w składnicy harcerskiej. Ta główna, najważniejsza była w budynku budimexu?, który nawet dziś wygląda dość “nowocześnie”. Dziś sąd. Z tym samym dziadkiem też chodziliśmy na ptysie do Super Samu. Dziś wielka dziura w budowie. Z drugim dziadkiem mam wspomnienia z dworca okęcie, tego samolotowego. Pamiętam jego charakterystyczny kanciasty, falowany dach. Torbę Pan Am i Lufthansy. Dworzec samolotowy – brzmi dumnie i pachnie słomianym koszyczkiem, który umożliwiał trzymanie pełnej, szklanki fusiastej, gorącej herbaty dokładnie o 10:30 przy małym stoliku w instytucie, gdzie pracował mój tata. W tym samym instytucie, gdzie telex miał swój pokój, a kalkulator na kabel mrygał matrixową zielenią, guma arabska pachniała… guma arabską. A rysunki na maszynie do pisania tworzyłem najchętniej z XXXXów. Taka dziwna dziwna litera ten X, wtedy tak myślałem. Chyba jakaś b. X ważna. Ta maszyna taka ciężka. A taki iX przecież swoje dodaję, a przecież nigdy nie widziałem ixa w tekście, nawet w bajce, więc musi być jakiś powód. Może przez to, że tak stanowczo skreśla inne litery?
Ojciec na biurku miał dwa telefony, z tarczami i z przyciskami na drugą linię? Zawsze chciałem się nimi bawić, ale nigdy nie mogłem, bo mogłem sie połączyć z kimś po drugiej stronie na II lub I linii. Jakiś czas temu będąc w innym instytucie zobaczyłem faceta, który na wózku wiózł jakieś rupiecie, a wśród nich dwa takie telefony. Poczułem to pragnienie sprzed 25 lat, mimo, że te jak się potem okazało nie miały drugiej linii lub “wyjścia na miasto”. Zbiegłem na dół i zapytałem czy mogę je sobie wziąć. Facet popatrzył na mnie jak na wariata. Nie miał obiekcji. Spojrzał po raz ostatni na nie, ze straszną pogardą. Właściwie to sam pownien jechać na tym wózku.
Warszawa jaką pamietam z dzieciństwa odchodzi. Co dzień upada jakiś bastion moich najpiękniejszych wspomnień, mojego nieskrępowanego niczym, oprócz wschodami i zachodami słońca, szcześcia. Inwestorzy, deweloperzy, ząb czasu i postęp (niestety w tej kolejności) robią swoję. Ci pierwsi chirurgicznymi uderzeniami tomhawków z kruczków i druczków naprowadzanych przez papugi wydziobują ostatnie perełki niezniszczone przez naloty nazistowskich niemiec i “odbudowę” z wielkim bratem wsadzając swoje złote plomby. Szczęki czasu zgrzytają zębami zamieniając dobre na lepsze a nowe na nowsze… Odchodzi i stary old man centralny. Jest jaśniej i przyjemniej. Nauczył się trochę angielskiego. Ruchome schody przenoszą już nie tylko na dól, ale i czasem do góry. (Strasznie dziwne jest to ciężkie uczucie jak trzeba o własnych siłach wspinać sie po nieruchomych ruchomych schodach. Czy ktoś wyjśnił dlaczego tak jest?). XXI wiek mu służy. Ale chęć zatrzymania/utrzymania wspomnień i tożsamości (oraz przy okazji fajnego wzornictwa) jest silna może nawet silniejsza niż sądziłem. Co nie ukrywam mnie trochę dziwi w erze globalizacji i totalnej jednorazowości bez serwisu. Wspomnienia wyblakły? Czas na nowe… Ale ja nie oddam swoich, ani do prania, ani do serwisu, ani nawet do recyklingu. Dlatego zaskoczyła mnie frekwencja na aukcji tablic z centralnego.
Poszedłem dziś kupić kawałek Warszawy Centralnej, ale wyszedłem z kwitkiem, może dlatego, że nie miałem kartek…
Kato diving
Krzyśka poznałem przy wypożyczalni rowerów, obok domu handlowego skarbek (a raczej tym co po świetności skarbka zostało). Pokazał mi sporą cześć KATO… przy fontanie na placu Wolności zapytał, czemu Polacy nie kąpią się w fontannach? Jak w innych krajach. I zanim zdążyłem mu odpowiedzieć na to skąd innąd filozoficzne pytanie, on ściągnął gatki portki i wskoczył do fontanny. Nawet trochę się niej popluskał i przepłynął/przepełzał jedną długość ;) Iście spontaniczny i otwarty umysł!
Polska be
to nie pocztówka z powstania, ani nie z wyborów ’89, to Polska be’11 w Polsce A++…

czysta pod stopami
to był udany wieczór na otwarciu CZYSTEJ w warszawskim Koneserze…








