jest dobrze…

o NY nie ma co pisać, trzeba tam jechać… ja wrócę tam na pewno ;)… wkrótce, HA! (zdjęcia się muszą jeszcze trochę przegryźć i wtedy do nich usiądę)…
Tymczasem walczymy dalej z klątwą pana K (znaczy ja i pan K.).: różne rzeczy psują się w dziwnych kombinacjach… złośliwość losu? Murphy i jego prawa wróciły?… czy generujemy tyle naprężeń, dyslokacji, krótkich spięć i wyładowań elektromagnetycznych, nie mówiąc o promieniowaniu gamma, że rzeczy rozpadają się w rękach? na szczęście czterdziestka wróciła z serwisu (po naprawie płyty głównej; migawki i swiatłomierza), po reklamacji poprzedniej naprawy podczas, której światłomierz przestał mierzyć w cieniu ;), a obiektyw wrócił z zamorskiego SPA… d3 pana K. mlaska jak kiedyś….

więc powoli wracamy do nienormlności… tym bardziej, że według jakiegoś tam rankingu Waw jest na 85 miejscu na Ziemi jeśli chodzi o jakość życia… referencyjnym miastem w tym rankingu jest… tak pani w pierwszym rzędzie przed monitorem dobrze podpowiada… NYC (bazowe hunderd points)!!! w tym roku zwyciężył… Wiedeń?? (a oni jaki mają skrót?) z 104 pkt, potem (mniej więcej, czyli z pamięci:), Geneva, Zürich i… Vancuver (na które się zasadzam z rowerem)… z ciekawostek to Bagdad zebrał aż 14 pkt… nasza stolnica z 85 miejscem pewnie miała ich całe 16ipół…
a propos rowerów to dziś jest dżemik…


a pozniej pewnie jakies party, aby nie bylo gorsze od tego ;)

:)