Ostatni caaly dzien w pociagu

Jeszcze tylko jeden dzien i wysiadka w Irkucku, nie wiem, ktora to strefa czasowa? Ta sama co Pekinie zreszta jak i w calych Chinach – bo jest tylko jedna. Czas plynie dosc jednostajnie ale szybko, od stacji do stacji, od herbaty do herbaty. Okna sie niby otiwraja bardzo, ale wazko, bo niby jest klima, ale czesciej jej nie ma niz jest, a okna to okno w korytarzu,siedze z holendrami i dobrze sie bawimy. Tworzy HolPol dream team.

Dzis w Krasnojarsku sie wzruszylem. Na stacji spotkalem faceta, ktory puka w kola, ten co sprawdza czy nie ma pekniec kol i hamulcow oraz czy okladziny sa ok. Jesli uderzony element dobrze rezonuje, wydaje soczysty, tlusty bit z rozedrganej sieci krystalicznej to w porzo, jesli jest krotki, znaczy ze gdzies jest defekt struktury, pekniecie, korozja miedzykrystaliczna lub cos rownie niepozadanego. Reasumujac praca rownie odpowiedzialna, co monotona i zmudna. Powracajac do meritum… Podchodzi do mnie facet w zoltym oczojebnym i rownie utytlanym kolejowym kubraczku z mlotkiem z dluga raczka. Postury niewysokiej i zgarbionej, niemalze stworzonej do tej roboty. I co mowi, ja nie za bardzo zrozumialem. Wiele jezykow mozna uslyszec na peronie, ale na pewno nie angielski. Spojrzalem badawczo, czego moze chciec, tym bardziej, ze w pracy jest (wiem, wiem Kakol, skladnia lacinska, nie chce mi sie klikac backapace na nokii). Zauwazyl, ze go badam wzrokiem, a znacie moj wzrok ;p Wiec pyta, a wlasciwie stwierdza jeszcze raz: canon best. Pytam, bo chyba mam omamy sluchowe od nadmiarku holenderskiego: canon, best? Facet usmiecha sie i wskazuje aparat (mam zaklejone logo i model): canon?? Ja;yes, canon. On jeszcze raz: canon, the best, i pokazuje kciuk do gory. Ja: hehe, a niiikon, pytam, on: nikon, toze, sekend. Ja, juz wiem, ze nie snie,rozmowa sie rozkreca. Widze na jego zmeczonej twarzy usmiech i iskry w oczach na moj usmiech z nikona. Zaiskrzylo. Rzadko tutaj ktos chce z Toba gadac zwlaszcza na poczatku, pozniej lody czesto pekaja. Tym bardziej jak masz aparat wielki jak karabin. Dziesiatki lat terroru zrobily swoje, tutaj, zreszta jak i w ojczyznie Polszy ludzie unikaja kamery jak ognia z rkmu. Chowaja sie za bar, za gazete, za rog, jak nie maja sie gdzie schowac, najczesciej zaslaniaja reka twarz w grymascie jakby jednak juz dostali serie z automatu. Dla mnie to stop, nie chce zdjec na sile, niechcianych, staram sie szanowac wole osoby fotografowanej, musi byc porozumienia lub musze byc niewidoczny… Chyba tak to widze… Wiec ustalone, canon roX… Podeszlismy razem pociagu, ktory zdaje sie opukiwal. Mowie,ze to odpowiedzialna robota i, ze pewnie szuka pekniec. Wyjsnil mi niezlym jak na Krasnojarsk angielkim, o co chodzi… Tematy inzynierskie mielismy za soba. Nie wiem czy najpierw zapytalem, go o imie, czy on mnie skad jestem. Usmiechniety umorusany po pachy facet, mowiacy niezle po angielsku i bardzo smialy jak na rosyjskie warunki (w zamknietym do niedawna miescie ze wzgledu na przemysl wojskowy i atomowy)ma na imie…. Stanislaw. Podalem mu grabe: Maciek, a on; where are u from?, to pamietam, bo przeciez bym go o to nie zapytal :) mowie, poland, polsza. Jego dwa ogniki w oczach buchnely jak bomba na nowej ziemi. Stanislaw Kruczkowski mial dziadkow zeslanych na syberie spod Krakowa, on oczywiscie jest juz rosjaninem, ale co to za rosjanin o takim imieniu i nazwisku. Odpowiedz nieststy jest take,ze taki jak wielu… Jego dziadkowie mieli wiecej szczescia tutaj daleko od domu na syberii, niz moj dziadek Stefan, nie tak daleko w Katyniu… Stanislaw modli sie, zeby kiedys przyjechac do Polski, czego mu zyczylem z calego sera. Musial wracac, do pracy, zreszta nie wiem czy przepukal caly swoj pociag.dwie mijajce go osoby daly mu wyraznie do zrozumienia,ze nie jest mile widziana rozmowa z obcymi…wrocil do pracy wczesniej zapytalem go czy moge zrobic mu zdjecie, powiedzial, ze to moja decyzja, jesli chce to prosze bardzo. Pozniej wrzuce tutaj, jak bede mial juz dostep do netu, nie tylko z kieszeni i to tylko czasem.

Jesli ktos bedzie zatrzymywal sie w Krasnojarsku, prosze zwrocic uwage czy nie kreci sie gdziesz przy wagodnie okolo trzydziestoparoleni nie za duzy facet, moze to Stanislaw Kruczkowski…

_____________________________________________
BTW Z tydzien temu gadam sobie popijajac wino po wernisazu i update’cie mlodej polskiej fotografii z kuratorem owej wystawy, ktory rzuciwszy swoim wytrenowanym artystycznie okiem na moj nieoznakowany automat….” co to? Eee canon… gowno…hehe” co racja to racja. Na szczescie nie ma idealnego aparatu. :)