Pociag do Irkucka

Pod oslona ostatniej nocy wslizgnalem sie niepostrzezenie do Azji, rowniez dla mnie, bo spalem jak dziecko. Czas leci jak z bicza strzelil, ale o konkretna godzine prosze nie pytac. W pociagu na korytarzu zegar cyfrowy pokazuje czas moskiewski, ale juz dano jestem, ze dwie strefy czasowe dalej, nie liczac roznicy Warszawa – Moskwa. Z mojimi inmatemi z celi/przedzialu ustalismy, ze na pytanie odpowiadamy: dzien 1, 2 lub kolejny, wiec jest dzien 2, czyba, ze liczymy dzien wyjazdu, to dzien 3, jak widac doskonale ulokowalem sie w czasoprzestrzeni, nic tylko czekac na starosc. Resumujac pocztek Azji, syberia, po drugiej nocy w pociagu. Za oknem pola, pastwiska, brzozy, czasem drewniane domy i zardzewiale ciagniki. Dzis raczej plasko, ziemia czarna,wczoraj ziemia gliniasta, czerwona do tego pagorkowato jak na suwalszczyznie, zielone lasy i malowniczo porozrzucane jak kosci w kasynie, domki drewniane z niebieskimi oknami. Mijane stacje wygladaja na zadbane, odmalowane, raczej czyste, w sumie to front miasta, kolej jak wielka zyla dostarcza niezbednych do zycia skladnikow, czesto to jedyna droga. Co do drog to malo ich tutaj, czesto to poprostu ubita lub rozpackana glina, aswalt to rzadkosc w malych miejscowosciach. Sporo jest rozlewisk, stawow, bagien. Dzis mielismy ze 4 wizytacje probujace sprzedac jakies rekawiczki, szale i inne lokalne dobra, zupelnie nie praktyczne w dalszej podrozy. W moskie najczesciej na ulicy po za piwem, mozna bylo kupic kumkajace elekrtryczne zaby plujace bankami mydlanymi, calkiem fajne dla przedszkolaka. Rosjanie maja duzy problem… na prawde ciezko kupic zimne piwo, czasem ciezko kupic nawet ruskie, tylko same niemieckie zwlaszcza w moskiewskich kawiarniach.
Maly update, w miedzy czasie skrobania tego tekstu na nokii zahaczylismy o Omsk, piwo jak zwykle letnie – Baltika 7. Holendrzy kupili kielbase pochodzenie pozaziemskiego, ale tutaj nie ma to znaczenia. Czuje sie jakby bylo leniwe popoludnie a zapewne jest wczesny wieczor. Nieeewazne. Prowadnica – surowa konduktorka o blond tlenionych wlosach, zlotych niektorych zebach i wielkim cycem przemknela niczym rakieta balistyczna korytarzem miedzykontynentalnym. Na calej dugosci tego korytarza lezy szmata, ktora przykrywa dywan i zapewne chroni go przed zadeptaniem przez obcych. W moim wagonie jest ich calkiem sporo, nie liczac mnie jest jeszcze dwoje holendrow, Bart i Klaudia, to sa moi inmate’ci z przedzialu, sa szlenie sympatyczni, wiec mamy chill outowy przedzial Holland-Poland, mielismy 4 pasazera nostromo, ale po pierwszej nocy odpadl na jakiejs stacji. Obok za sciana po prawej jest maly 3 osobowy odzial niemiecki z Berlina wschodniego. Jest tez jeden skosny. Reszta to lokalesi, bardzo spokojni… Najpozniej my chodzimy spac, po tym jak prowadnica wylacza glowne swiatla.
Duzo krecimy sie po pociagu, wagon restauracyjny jest tuz obok, na kazdej stacji wypadamy na paron w poszukiwaniu paszy, lokalnych przysmakow, swiezej wody, chleba, ciekawych zdjec i innych doznan.
Ps moj lokalny numer telefonu to: 89152578378 mam tez drugi ale ma problem z gprsem, wiec raczej nie uzywam.
Teraz moze sie zdrzemne, brzozy, brzozy, same brzozy.
Ps mamo nie martw sie nie bede mial odlezyn ;)