Herbert by night gut
Wygłodniały ostatnio kultury przez duże Y, spragniony jej jak trawnik wody przed moim blokiem, co piątek nerwowo szeleszczę stosem gazulatur i aktivistow, strzelam palcami w klawiaturę jak karabin maszynowy równie szybko, co chaotycznie, szukam, weszę, przeglądam… ciężko, ciężko to idzie. Nic, ku@#%#@wa, nic. Biore gazulatury już przeżedzone i miesięczniki, co traktują o “kulturze” miejskiej na drugie podejście, tam gdzie faceci najwięcej czytają gazet, a może tylko oglądają :) … Wciąż nic… normalnie nic lub prawie nic się nie dzieje… sezon ogorkowy w pełni, mizeria, młode ziemniaki, koperek i zsiadłe mleko.
Jak trzeba się zmęczyć, żeby coś znaleść ciekawego lub nie przegapić… zamiast niemodnych klapek pod prysznic (zgodnie z kampanią wróć bez grzyba z wakacji) lub płytkiej jak zatoka pucka komedii romatycznej na lato, normalnie powinni dawać kropelki do oczu… i do uszu… “W piątkowym wydaniu dziennika X wraz z dodatkiem “będzie się działo” szałowe krople na zmęczone oczy (lub apap na kaca)”. To ja proszę obie i “może pani dorzuci kobietkę tę”.
